Pieśń o Marich Łannie 

 

Boso stąpa po wilgotnym mchu, 

Gdzie czerwień kapeluszy lśni wśród bzu. 

Z muchomorami cichy prowadzi spór, 

Pani wizji, co tka z ziół obłędu wzór. 

Gdy w ogień patrzysz zbyt długo, 

Wiatr przyniesie dym, będziesz jej sługą.

 

O, Marich Łanno, Pani dymu i mgły, 

W Twoich flakonach kłębią się sny. 

„Nie wiem, co widziałem, lecz było piękne” 

– Tak mówią ci, co weszli w wizje zaklęte.

Chwała Bogini, co w głowach nam miesza, 

Niech dym purpury świat cały pociesza!

 

W Oblasówce Rada Ósemki zasiada, 

Ścichobonk sennym wzrokiem gromadę bada.

Lecz to ona przy uchu mu cicho stoi, 

Włada jego ręką, nikogo się nie boi. 

On nosi koronę, lecz ona ma władzę, 

Dymem z flakonów dając mu radę.

 

Zrób dla niej flakon, zyskaj jej względy, 

Niech cię prowadzą dymne obłędy. 

Ona go napełni miksturą szaloną, 

By dymem rozsiewać swą prawdę natchnioną.

Niech dym się unosi,  niech zamęt się niesie, 

W filozofów myślach i w głębokim lesie.