8 maja, Gród Oblasówka

Kochany Pamiętniku,

Dzisiejszy dzień zaczął się od zapachu rosy i wielkiej przygody! 

Moja mama Marich Łanna obudziła mnie, gdy słońce ledwo muskało dachy naszego grodu. Wybrałyśmy się do Głębokiego Boru po rzadki kwiat Srebrzystej Paproci. Mama mówi, że to podstawa mikstury na „Jasne Myśli”, ale mam wrażenie, że po jej miksturach myśli stają się bardziej zawiłe… Po za tym, wolę mieszać zioła po swojemu.

Leśne sprawunki

W lesie od razu pobiegłam do moich małych przyjaciół. Wiewiórki wyznały mi, że zapomniały, gdzie zakopały zeszłoroczne orzechy, więc pomogłam im je wywęszyć. Jako Strażniczka Małych Stworzeń muszę dbać o ich brzuszki! Znalazłyśmy z mamą cudowną miętę nad brzegiem leśnej rzeczki. Zrobię z niej piękne bukiety dla moich leśnych towarzyszy. Woda w strumieniu była tak czysta, że widziałam w niej własne odbicie. Wołało mnie, więc dałam nura, aby sprawdzić, co woda ma mi dziś do przekazania.

Psoty w Grodzie

Po powrocie do Oblasówki wcale nie miałam ochoty na odpoczynek. Tata, wielki władca Ścichobonk, znowu próbował spisać dekrety o podatku od miodu, ale… oczywiście zasnął na tronie. Głośno chrapał, a korona zsunęła mu się na nos!

Wiedziałam, co robić. Musiałam go obudzić, bo przecież kraj sam się nie rządzi! Najpierw wyciągnęłam z kieszeni piórko sójki i połechtałam go po gołych stopach. Tylko mruknął coś o pierogach. Niezły obżartuch z tego mojego taty! Ne pewno, zamiast rządzić krajem, chętnie poucztował by z wujaszkami Nażyrem i Rzygsławem. Choć szczególnie po ucztowaniu z tym drugim, tata bywa nad wyraz wesoły i często śpi potem jeszcze głębiej i jeszcze dłużej niż zazwyczaj. Za to podczas jego drzemki wujek Rzygsław uczy mnie wtedy wesołych przyśpiewek.

Potem wyjęłam z koszyka małego, polnego jeża, którego znalazłam w ogrodzie i położyłam go cichutko na poręczy tronu. Gdy tylko tata poczuł tupot małych nóżek, podskoczył tak wysoko, że o mało nie przewrócił kałamarza! Śmiałam się tak głośno, że aż ciotki wyjrzały z komnat. Tata tylko pogroził mi palcem, ale widziałam, że nie jest na mnie zły, bo zaraz uśmiechnął się do mnie i dał mi całusa w czoło.

W takich momentach muszę uważać na ciotkę Srogobiłę. Lubię, gdy mam z nią lekcję, bo jest bardzo mądra i uczy mnie pożytecznych rzeczy, ale ten jej świdrujący wzrok, gdy widzi mnie jak psocę, przyprawia mnie czasem o dreszcze. 

Popołudniowe czary

Później wykradłam z kuchni trzy bochenki świeżego chleba i pęto kiełbasy. Wujek Nażyr, stał obok kucharek zajęty gotowaniem bigosu, ale nie zapomniał o mnie i dał mi zawiniątko pełne łakoci. W sam raz na słodki podwieczorek, który jak zwykle spędzę w konarach mojego ulubionego dębu, mojej Świątyni Zadumy. 

Pobiegłam najpierw na skraj lasu, żeby nakarmić moją dziką rodzinkę. Mój ulubiony, wielki puchaty odyniec, Stary Kieł zjadł mi prosto z ręki! 

Na koniec dnia nie mogłam się powstrzymać – użyłam resztki eliksiru „Skocznych Nóg” na naszych domowych kaczkach. Powinieneś to widzieć! Zamiast kwakać, zaczęły robić salta w powietrzu i tańczyć w rytm bębnów strażników.

Nie mogłam się powstrzymać i pobiegłam do mojej ulubionej cioteczki Skrzesiumiry, aby mogła to zobaczyć. Obiecała mi, że jutro wspólnie ze mną i kaczkami odtańczymy taniec ognia. Ale będzie zabawa!

Przed kolacją pobiegłam jeszcze na łąkę, aby dmuchać bańki z porannej rosy, które zamknęłam w słoiczku. Każda z nich niesie dobrą atmosferę nad cały gród. Szkoda tylko, że nie udaje mi się rozweselić cioteczki Słabogniły. Jak mijam się z nią na korytarzach grodu lub ścieżkach leśnych, kroczy majestatycznie kompletnie pochłonięta swymi myślami. Wiem, że jestem jeszcze młoda, może mało mam z nią wspólnych tematów, ale jako Strażniczka Dobrej Atmosfery, powinnam i z nią nawiązać lepszy kontakt. Pomyślę o tym jutro, może wybierzemy się razem nad rzekę? Ona też mogłaby zamoczyć się w jej wodzie i posłuchać opowieści, które niesie pamięć leśnej wody.

Jestem zmęczona. To był naprawdę udany dzień. Nawet udało mi się stworzyć kolejny wzór labiryntu, których projektowanie sprawia mi taką frajdę. Ciekawe, komu uda się go najszybciej przejść?

A jutro muszę wymyślić coś nowego dla taty… może jakaś żaba do rękawa, a może świerszcz pod szlafmycę?

Dobrej Nocy, Pamiętniczku,

Twoja Żywołapka